Artykuły, Wywiad

Psychoterapia humanistyczna w nurcie doświadczeniowym

terapia humanistyczna

Krzysztof Błażejewski – psycholog, terapeuta pracujący w nurcie humanistycznym, reprezentujący podejście doświadczeniowe. Twórca Laboratorium Dialogu. Pracuje w obszarze psychoterapii specjalizując się w pracy z emocjami. Pracuje również w obszarze biznesu pomagając ludziom lepiej dochodzić do porozumienia i budować relacje zawodowe.

Dlaczego psychoterapia?

Decyzję tę zdeterminowały trzy czynniki. Jeden z nich jest bardzo osobisty, głęboki i potwierdza stereotypy o psychologach – przynajmniej w moim wypadku, mówiące, że chcemy pomagać innym, aby pomóc sobie. Abstrahując od powyższego, my także przechodzimy psychoterapię, aby móc zająć się sobą, być bardziej świadomi i nie przenosić swoich „kawałków” do relacji z pacjentem. Kolejnym z powodów jest możliwość wspierania ludzi w rozwoju i satysfakcja z pomocy w odkrywaniu przez nich samych siebie. Nie takich, jakich chcieli zaprojektować rodzice czy środowisko, ale takich, jakimi są w głębi. Jest to niesamowity proces docierania do siebie i powrotu do własnego życia, by w końcu zacząć żyć w zgodzie ze sobą. Nie mam jako takiego planu na terapię, nie mam projektu na drugiego człowieka- jaki ma się on stać po przejściu psychoterapii. Staram się być z tym, z czym ktoś przychodzi i iść tam, gdzie ta osoba chce iść. Ważne jest dla mnie, żeby klient nie był automatyczny, ale świadomy swoich kroków. Trzecim powodem dla którego wybrałem psychoterapię jest ciekawość. Nigdy nie wiem, w którą stronę terapia może zaprowadzić mnie i klienta. Osobiście uważam, że terapeuta, który nie ma w sobie ciekawości, nie będzie dobrym terapeutą.

A dlaczego właśnie psychoterapia humanistyczna?

Wybór drogi zawodowej zdeterminowało właściwie jedno wydarzenie w moim życiu. Wahałem się nad dwiema szkołami. Jedna z nich pracowała poznawczo-behawioralnie z elementami psychoterapii psychodynamicznej, a druga, Ośrodek Intra, szła ścieżką humanistyczną. W Intrze panuje pewna atmosfera, która jest wyczuwalna, ja bym powiedział, że to atmosfera życzliwości. Poczułem to nawet w kontakcie z panią w recepcji kiedy szedłem na rozmowę kwalifikacyjną do szkoły psychoterapii, która bardzo ciepło mnie w INTRZE przywitała, uznałem, że jest to miejsce, w którym chciałbym spędzić kolejne cztery lata swojego życia i wiedziałem, że odpowiednio mnie one ukształtują. Dzisiaj wybrałbym tak samo. Obecnie psychoterapia humanistyczna jest bardzo zróżnicowana, podobnie jak psychoterapia poznawczo-behawioralna czy psychodynamiczna. Są różne gałęzie podejścia humanistycznego. Jedną z nich jest psychoterapia skoncentrowana na procesie doświadczania, w której zwraca się dużą uwagę na obecność terapeuty, bycie zanurzonym “tu i teraz” i uważności na klienta, a w ten sposób „obecny” terapeuta koncentruje się na emocjach pacjenta, wierząc, że tam jest źródło jego trudności, ale też zdrowia i rozwoju. W odróżnieniu od podejścia psychodynamicznego, podejście humanistyczne pozwala człowiekowi na bycie takim, jakim on jest, niż postuluje dostosowanie się do społeczeństwa i norm. Można być sobą, nawet jeśli innym to nie odpowiada – pod warunkiem, że byciem sobą nie krzywdzi się innych. To właśnie tę drogę wybrałem.

Czy uważasz, że psychoterapia humanistyczna jest najlepszym rozwiązaniem?

Nie uważam, że dla każdego musi być najlepsza. Jednak daje ona przestrzeń, aby bardziej wychodzić naprzeciw potrzebom osób, które przychodzą na psychoterapię. Widzę również jej ograniczenia. Zdarzały się osoby, które przerywały terapię u mnie, więc nie uważam tego nurtu za jedyne słuszne rozwiązanie. Niektórym nie pasował mój humanistyczny sposób pracy. Jedna z osób po półtora roku współpracy zniknęła bezpowrotnie. Biorąc pod uwagę czas terapii, podejrzewam, że wydarzyło się coś w relacji, co zdeterminowało taką decyzję. Raczej nie była to kwestia nie odpowiadającego jej sposobu pracy. Osobom, które ze mną zostały bardzo odpowiada ludzkie podejście – wychodzenie naprzeciw, bycie z drugim człowiekiem, a nie z „fartuchem profesjonalisty”. Chociaż byłoby iluzją, gdybym powiedział, że nie jestem tam terapeutą, bo jestem nim. Jednak ta relacja to nie tylko zapraszanie do profesjonalnej części, ale również do ludzkiej; dzielenie się swoimi emocjami, spostrzeżeniami, co naszym zdaniem w określonych warunkach może być pomocne. Widzę jak to pomaga. Jedna z moich pacjentek przychodziła na terapię, ciągle mówiła to samo i strasznie przeżywała, że nie wnosi nic nowego i nic się nie zmienia. Odpowiedziałem jej wtedy, że dopóki chce przychodzić, to dla mnie jest miejsce na takie jej trudności jakie ma obecnie oraz na przeżywanie tego, o czym mówi, dokładnie tak, jak przeżywa. W odpowiedzi rozpłakała się, odpowiadając, iż pierwszy raz poczuła, że ktoś ją akceptuje i szczerze wspiera. Nie w ten sposób, który sugeruje, że pomoże jej się zmienić – po prostu akceptuje ją taką, jaką jest i wspiera w trudnościach, które przeżywa.

Powyższe nastawienie wynika z postulatów podejścia humanistycznego, które zakłada, że zmiana nie polega na wyeliminowaniu tego co w nas złe i niedobre, a właśnie, że aby coś zmienić

, musimy to poznać i zaakceptować. To nie jest łatwe, ale na ile potrafię staram się dawać moim pacjentom akceptację na to, że mogą się nie zmienić, bo nie zmiana mnie interesuje, tylko lepsze poznanie i zrozumienie wewnętrznego świata przeżyć osoby z którą pracuję. Nie da się opuścić miejsca, w którym się nie było. Nie można przestać rozpamiętywać krzywdzącej przeszłości, jeśli najpierw nie zaakceptujemy smutku, żalu i złości z nią związanych. Więc jest to przeżycie tego smutku i zaakceptowanie go. Pozwalamy komuś poczuć , że to jaki jest dzisiaj jest w porządku. Co nie znaczy, że jutro nie może się zmienić jeśli tak zdecyduje.

.

W przypadku których zaburzeń najlepiej sprawdza się podejście humanistyczne?

Każda szkoła powie, że nurt w którym się specjalizuje jest adekwatny i dobry. Istnieją takie badania, które porównują podejście doświadczeniowe i poznawczo-behawioralne w leczeniu depresji. Wyniki pokazują, że podejście humanistyczne w tym wypadku jest skuteczniejsze i daje bardziej długotrwałe efekty. Jednak większość padań nad skutecznością różnych nurtów psychoterapii pokazują, że wszystkie nurty osiągają zbliżoną skuteczność. Dobry terapeuta powinien umieć towarzyszyć różnym grupom pacjentów, ale też znać swoje ograniczenia. Czasem jest tak, że zdajemy sobie sprawę, że z pewną grupą osób nie umiemy/nie chcemy pracować i wtedy moim zdaniem odpowiedzialnością terapeuty jest znalezienie takiemu klientowi nowego terapeuty, jeśli klient oczywiście chce.

Czym wyróżnia się podejście humanistyczne, jeśli chodzi o relację z pacjentem?

Sposób bycia i wypowiedzi terapeuty doświadczeniowego są bardzo specyficzne. Terapeuta pozostaje trochę z tyłu – stara się  nie wnosi nic ponad to, z czym przyszedł pacjent. Ten sposób nazywany jest eksploracją.  W dużym uproszczeniu mówiąc, terapeuta psychodynamiczny będzie na przykład zastanawiał się nad tym, czy to, o czym mówi w danym momencie klient, jest związane z relacją z mamą, tatą, konfliktem bądź deficytem pacjenta. My, jako terapeuci doświadczeniowi, będziemy starali się wspólnie z pacjentem zgłebić jego emocje odnośnie danej kwestii oraz wewnętrzny świat znaczeń i wartości. Terapeuta stara się w pełni zrozumieć sytuację pacjenta, dokładnie rozpoznać i zgłębić emocje, które się pojawiają – w celu bardziej świadomego ich przeżywania. Również na poziomie cielesnym. Wywodzi się to z postulatu psychoterapii doświadczeniowej, który głosi, że człowiek jest całością, a więc nie rozdzielamy człowieka na umysł, ciało i duszę. Jeśli pomożemy komuś być bardziej świadomym tego, o czym mówi teraz, to otworzy się pewna przestrzeń, aby zacząć zastanawiać się nad tym, co się dzieje w jego życiu. Wówczas pacjent zaczyna widzie

, że podobne emocje już się kiedyś pojawiały i zaczyna dostrzega

, że cały schemat pojawiał się również w relacji np. z matką bądź babcią. Ale to nie terapeuta mu to mówi – pacjent sam tym kieruje i sam nadaje temu znaczenie.

Jak wygląda pierwsze spotkanie z pacjentem? Czy zazwyczaj pacjenci są świadomi problemów z którymi przychodzą? Czy raczej to, z czym przychodzą, jest tylko przykrywką dla prawdziwego powodu?

Można żartobliwie powiedzie

, że ktoś przychodzi z czyimś problemem, a wychodzi ze swoim. Nie ukrywam, że zależy to od tego, kto przychodzi, bo przychodzą osoby z różną świadomością siebie i tego, co przeżywają. Jedni przychodzą, bo cierpią i nie wiedzą dlaczego, drudzy ponieważ mają jakieś określone objawy np. napady paniki, a kolejni kierują się ze skierowania od psychiatry. Są też pacjenci, którzy wcale nie są zagłębieni w swoje uczucia i doświadczenia. Zazwyczaj ludzie są bardzo świadomi tego, skąd różne objawy się biorą, czyli kwestii przyczynowo-skutkowych, ale brakuje im wspomnianego emocjonalnego połączenia. Wiedzieć co się dzieje to jedno, poczuć to – to osobna sprawa. Z każdą z powyższych osób, z uwagi na jej zasoby, praca będzie wyglądała inaczej.

Czy klienci przychodzą po receptę na problem? Szukają bezpiecznej relacji czy też powód wizyty jest zazwyczaj zupełnie inny?

Według mnie jest to również kwestia etapu terapii. Są osoby które przychodzą i oczekują jednej odpowiedzi: że za sprawą magicznej różdżki zdejmie się ich cierpienie i da konkretną receptę na problem. My nie jesteśmy po to, aby tych rad udziela

. Tym klientom już wiele osób radziło i nic się nie zmieniło. Inni z czasem odkrywają, że potrzebują właśnie tej bezpiecznej relacji, w której będą mogli poszukiwać własnej odpowiedzi. Jednak u większości pacjentów pojawia się i przewija motyw bliskości, ale tej bezpiecznej bliskości, czyli takiej, która pozwala pacjentowi na bycie sobą. W nurcie doświadczeniowym bardzo ważne jest, aby pacjenci nauczyli się radzić sobie ze swoimi emocjami, lepiej je regulować i być w kontakcie z całą gamą emocji – żadnej nie odrzucać a pozwalać sobie na przeżywanie ich wszystkich. Emocje są najbardziej podstawową jednostką, bo to właśnie one organizują życie wewnętrzne. Odpowiadają za to, że wiemy jakie mamy potrzeby i pomagają je realizować. Często zarzuca się podejściu humanistycznemu, że poprzez skupienie na własnych emocjach pacjenci mogą stać się egoistyczni. Ja widzę to w ten sposób, że dopiero kiedy nauczą się zajmować sobą z troską będą umieli zaoferować to innym.

Z jaką obawą najczęściej przychodzą pacjenci?

Pacjenci boją się odrzucenia bądź upokorzenia w związku z tym, co mówią. Niestety wiele osób ma taką część krytyczną, przez którą przezywa bardzo duży wstyd. Nikt nie będzie dla nas bardziej krytyczny niż my sami. Osoby te boją się, że zostaną upokorzone, odrzucone, wyśmiane. Wszystko to zależy od ich życiowych doświadczeń.

Czy zdarzyło się, że nie byłeś w stanie pomóc?

Tak. Miałem doświadczenie z odejściem pacjenta z terapii bez pożegnania. Pracowałem z jednym pacjentem przez półtora roku, wydawało mi się, że mieliśmy dobrą relację terapeutyczną i nagle ta osoba zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Każda strata pacjenta jest przeżywana tak samo, jakbyśmy stracili kogoś bliskiego. Zakładamy, że relacja między terapeutą a osobą będącą w terapii jest relacją rzeczywistą. Taką która powoduje, że ja reaguję na pacjenta, a pacjent na mnie, jak na rzeczywistego człowieka.

Autor: Emilia Brodzik