Artykuły, Film

Unikająca „Amelia”

„Amelia” to piękna opowieść o niespodziewanie odnalezionej miłości. Wydaje się baśniowa, nieprawdopodobna, pełna delikatnych niuansów i szczegółów, które sprawiają, że historię tę można oglądać wielokrotnie. Ale jej baśniowość jest jedynie częścią, za którą można uwielbiać ten film. Jej magia tkwi nie tkwi nie tyle w baśniowości, ile w abstrakcyjnym zestawieniu faktów i bolesnych historii ludzi, które jak najbardziej mogą być prawdziwe.

Poznajcie marzycielkę

Amelia jest bardzo cichą, spokojną i ułożoną osobą. Zachowanie młodej dziewczyny sprawia, że wiele osób nie zauważa trudności, z jakimi zmaga się na co dzień – chorobliwie boi się nawiązywać bliższe relacje z ludźmi. Brak bliskiego kontaktu rekompensuje sobie coraz to bujniejszymi wyobrażeniami i marzeniami (a wyobraźnię ma przeogromną). Któregoś dnia znajduje w swoim mieszkaniu ukrytą szkatułkę ze skarbami z dzieciństwa jakiegoś chłopca. Od tego dnia postanawia nieść ludziom radość i uszczęśliwiać ich w miarę swoich możliwości.

Rzadko mamy okazję jako widzowie zajrzeć do historii życia głównego bohatera. Reżyser (Jean-Pierre Jeunet) „Amelii” zawarł jednak na początku swojego dzieła mnóstwo informacji, które opowiadają nam, co głównie sprawiło, że Amelia jest niesamowicie nieśmiała.

Pokaż mi swoją rodzinę, a powiem Ci…

W zabawny sposób Amelia zostaje nam już przedstawiona od chwili poczęcia. Ale późniejsze wiadomości nie są tak zabawne. Sceny zabaw dziewczynki ukazane w trakcie trwania pierwszych napisów kontrastują mocno z przedstawionymi chwilę później faktami na temat jej dzieciństwa. Gdy poznajemy ojca Amelii, emerytowanego lekarza wojskowego, słyszymy „zaciśnięte usta świadczą o braku serca”. Jak to u wojskowego, wszystko musi być w należytym porządku. Matka Amelii jest nauczycielką i „zawsze była niezrównoważona i nerwowa. Tik nerwowy oznacza nadpobudliwość”. Nie lubi pomarszczonych dłoni po kąpieli i odciśniętych zagięć od poduszki na policzku, co świadczy o jej niezwykłej małostkowości i niechęci do cielesności. Trudno sobie wyobrazić, że takie osoby mogą tworzyć bezpieczną i stabilną rodzinę dla dziewczynki, spełniając jej emocjonalne potrzeby. I rzeczywiście – po chwili narrator mówi „Amelia ma 6 lat. Jak wszystkie dziewczynki, chciałaby się czasem przytulić do ojca”. Niestety ojciec nie wychodzi z roli wojskowego ani na chwilę, traktując dziewczynkę w sposób oziębły. Jedynym jego przejawem troski są lekarskie badania kontrolne. Zaaferowana tak wyczekiwanym kontaktem serce Amelii wali jak oszalałe, co ojciec uznaje za oznakę wrodzonej wady serca. Bardzo surowa matka, nie akceptuje niczego, z czym nie jest sobie w stanie poradzić.

Potrzeby dziecka

Dla rozwoju dziecka niesamowicie ważne jest, aby nawiązało z rodzicami tak zwany bezpieczny styl więzi. Dzięki temu w dorosłości może nawiązać satysfakcjonującą relację partnerską z drugim człowiekiem. Niestety Amelia doświadczyła warunkowej akceptacji rodziców, co uniemożliwiło jej w przyszłości swobodnego nawiązywania kontaktów z mężczyznami, którzy byli w polu jej zainteresowania. Brak obcowania z rówieśnikami podbiło jeszcze jej nieśmiałość oraz poczucie obcości i inności; jako osoba dorosła stoi niby pomiędzy ludźmi, jednak wszystko dzieje się jakby za szkłem. Na dodatek matka Amelii ginie w nieszczęśliwym wypadku na jej oczach. Po wypadku ojciec jeszcze bardziej zamyka się w sobie; traci kontakt z rzeczywistością, budując dla prochów żony miniaturowe mauzoleum w ogródku. Nieprzepracowana i niezakończona żałoba ojca powoduje, że Amelia wegetuje, stwarzając swój świat w wyobraźni. Na przestrzeni tego czasu jesteśmy świadkami plasowania się podłoża pod zaburzenia osobowości unikającej.

Wyobrażenia jako sposób radzenia sobie

Po obejrzeniu skrótu z całego dzieciństwa Amelii wydaje się niesamowite, że nie miała ona ani zespołu stresu pourazowego ani autyzmu. Jednak, prawdopodobnie dzięki swoim wrodzonym predyspozycjom, Amelia radzi sobie z napotkanymi problemami w prosty i dostępny sposób – ucieka w świat wyobraźni, tym dalej, im bardziej inwazyjne i trudne jest otaczające ją życie. Nie mając wiele problemów, żyje spokojnie mając za towarzystwo kota, koleżanki z pracy (które są ciekawą mieszkanką specyficznych osobowości i parę sąsiadów, mieszkających w tej samej kamienicy.

Tutaj Amelia odnajduje już o wiele więcej osób, które ją akceptują. Amelia dostrzega, że każde z nich przeszło swoją unikatową i bolesną historię, lub jest pokrzywdzona przez los. Dzięki temu odnajduje się wśród nich jako jedna z wielu. Pokazuje to, jak wielką siłę ma społeczne wsparcie i akceptacja, której bohaterzy drugoplanowi nie szczędzą, ponieważ sami nie kryją się ze swoimi problemami (tym bardziej, że niektórzy mają je kompletnie nieuświadomione, jak koleżanka hipochondryczka sprzedająca papierosy w kawiarni). Amelia spotyka też osoby niezwykle jej bliskie, jak Człowiek ze Szkła, które pomagają jej lepiej zrozumieć siebie i przejść przez nowe napotkane problemy.

„Każdy ma niekwestionowane prawo do zmarnowania sobie życia”

Wydawałoby się, że Amelia jest szczęśliwa: znalazła akceptację wśród ludzi, ma pracę i kota, którym może się opiekować. Czerpie wciąż pełnymi garściami ze swojej wyobraźni, cieszy się też małymi radościami dnia codziennego. Relacje z ojcem zostały jednak na takim samym poziomie odrealnienia (ojciec potrafi odpowiedzieć „ach, to dobrze”, gdy na jego pytanie „co u ciebie?” Amelia odpowiada, że musiała usunąć ciążę, bo zaszła w nią po braniu narkotyków). Jak stwierdza narrator „w życiu Amelii nie ma żadnego mężczyzny –próbowała raz czy dwa, ale się zawiodła”. Bohaterka jest więc mistrzynią związków niezobowiązujących, na odległość, nie pozwalających poznać jej bliżej ani w jakikolwiek sposób skrzywdzić.

Momentem przełomowym dla Amelii jest odnalezienie w mieszkaniu starej skrzynki ze skarbami chłopca z lat 50. Dziewczyna postanawia, że odnajdzie właściciela skarbu i jeśli oddanie mu go sprawi mu radość, obiecuje sobie, że będzie uszczęśliwiać ludzi. Tak też się staje (choć Amelia nie kontaktuje się z właścicielem skrzynki osobiście), a bohaterka postanawia szerzyć radość i dobre emocje wśród innych, nieszczęśliwych ludzi. Choć szlachetne, wynika to u niej z egoistycznych pobudek; dzięki pomaganiu innym nie musi myśleć i zajmować się swoim życiem, w którym czegoś jednak jej brakuje, a pewne rzeczy są niepoukładane. O jej samoświadomość walczy Człowiek ze Szkła, zwracając jej uwagę na ten fakt.

Amelia początkowo zaprzecza, jednak zakochanie w pewnym mężczyźnie powoduje, że musi skonfrontować się z tym, jaka jest w rzeczywistości. Jej nieśmiałość ewidentnie przeszkadza jej w nawiązaniu normalnej relacji, ucieka się więc do serii gierek, które, choć romantyczne, uwypuklają tylko jej niezdolność do nawiązania kontaktu z ukochanym. Kosztuje ją to wiele nerwów. Gdy po raz kolejny nie jest w stanie zdobyć się na odwagę, by porozmawiać z obiektem swoich westchnień, Człowiek ze Szkła nazywa ją tchórzem. Ten celnie wymierzony policzek przez bliską osobę, która zastąpiła jej ojca, powoduje chwilowe odrętwienie i osłupienie Amelii. Po powrocie do domu jej wyobraźnia podpowiada jej w wizji słowa „Każdy ma niekwestionowane prawo do zmarnowania sobie życia”. Niezmienna prawda. Jednak… w jakim celu? Amelia podejmuje ostatnią próbę walki ze swoją nieśmiałością. I wygrywa.

Morały na dobre zakończenie

Film polecam w szczególności na te dni, kiedy człowiek traci poczucie sensu w życiu. Nie ma znaczenia, czy oglądało się go już wcześniej, czy oglądało się go 3 czy 4 razy. Zawsze może nam przypomnieć że:

  1. Pomaganie innym uszczęśliwia i zwiększa nasze poczucie sensu życia i własnej sprawczości.
  2. Wyobraźnia w pewnym stopniu może pomóc nam w przeprowadzaniu autoterapii.
  3. Jeśli jakaś cecha w nas nam przeszkadza (jak na przykład nieśmiałość), lepiej zamiast zaprzeczania, zacząć próbować wyjść poza swoją strefę komfortu.
  4. Kiedy bliska osoba, której ufamy, nas krytykuje, prawdopodobnie ma na uwadze nasze dobro i warto wziąć jej krytykę pod rozwagę (tylko szczerze, bez oszukiwania!)

I pamiętajcie: Każdy ma niekwestionowane prawo do zmarnowania sobie życia. Tylko po co…?

źródło obrazka: internet
Autor: Beata Rączka